Trudna miłość do raportowania

5 czerwca 2015

Artykuł powstał na podstawie tekstu “The love-hate relationship with sustainability reporting” autorstwa Dunstana Allisona-Hope, dyrektora zarządzającego usług doradczych w BSR (Business for Social Responsibility) opublikowanego na portalu greenbiz.com.

Tworzeniu raportów społecznych towarzyszą skrajne uczucia. Z jednej strony to żmudna, wielomiesięczna praca, z której wynikami zapozna się niewielkie grono osób. Z drugiej – bez raportowania nikt nie mógłby korzystać z doświadczenia firm, rozwijających się w obszarze zrównoważonego rozwoju.

Dla wielu firm, raportowanie uchodzi wciąż za nieopłacalny trud. W Polsce zdecydowana większość dużych, notowanych na giełdzie spółek, nie przygotowuje raportów społecznych. Już wkrótce będą one musiały zmienić swoje zwyczaje. Unijne przepisy wprowadzają obowiązek raportowania danych pozafinansowych od 2017 roku.

Trudna sztuka raportowania

Praktycy, którzy tworzą raporty społeczne, wiedzą już, że nie jest to prosta droga do uczynienia świata bardziej sprawiedliwym i zrównoważonym. Oczekiwania wobec samych raportów są skrajnie różne. Specjaliści doradzają ich skracanie, ponieważ tylko nieliczni przeczytają tekst obejmujący ponad 120 stron od deski do deski. Jednocześnie pojawiają się głosy, że w raportach należy uwzględnić zagadnienia ze specjalistycznych obszarów takich, jak emisja gazów cieplarnianych, czy praca w łańcuchu dostaw. Taki raport zdecydowanie przekroczy jednak 120 stron. Rozwiązaniem może okazać się zastosowanie schematu piramidy: najpierw zwięzłe przedstawienie strategii i kluczowych wskaźników efektywności, a następnie dogłębne sprawozdanie, jakiego oczekują eksperci. Przykładem takiej praktyki jest raport brytyjskiego operatora Vodafone.

Raport, ale czyjego autorstwa?

Przykład firm pokazuje, że eksperci, którzy tworzą raporty społeczne, pracują jednocześnie jako członkowie zespołów odpowiedzialnych za strategię CSR. Podobnych rozwiązań nie stosuje się jednak w innych obszarach działalności przedsiębiorstw. Specjaliści od zarządzania, którzy odpowiadają za relacje z inwestorami i raporty finansowe, nie zajmują się strategią firmy. Dlaczego w branży CSR wygląda to inaczej? Być może wynika to z przekonania, że osoby odpowiedzialne za wdrażanie zrównoważonego rozwoju, jednocześnie same najlepiej wiedzą, co udało im się osiągnąć. Jednak wyzwaniem staje się zbytnie skupianie się na zagadnieniach raportowania, które uniemożliwia realizację zadania jakim jest wywołanie realnej zmiany w firmie.

Wytyczne (nie)pomocne

Trudno dziwić się specjalistom, którzy zainspirowani ideą CSR zderzyli się z drobiazgową pracą nad raportem społecznym. Podobnie, jak same raporty, wytyczne często są zbyt długie, a jednocześnie – pozostają wciąż niewystarczające. Efekt ich zastosowanie może być też odwrotny do zamierzonego: w gąszczu szczegółowych danych łatwo zgubić ich sens i rzeczywiste osiągnięcia firmy. W zestawieniu liczb i statystyk „raport danych pozafinansowych” pozornie przestaje nim być.

Rozwiązaniem mógłby być prosty model raportowania, dający jednocześnie możliwość zestawiania i porównywania protokołów i kwestii indywidualnych. Okazuje się, że raportowania nie da oddzielić się od sprawozdawczości finansowej, a firmy, które skoncentrowały się także na określonych wskaźnikach finansowych, osiągnęły znaczny postęp.

Siła raportów tkwi w ich przejrzystości i wynikach podanych w oparciu o porównywalne dane.   Warto jednak pamiętać, że raportowanie zrównoważonych firm stanowiło początkowo okazję do inspirowania i dawania dobrego przykładu innym. Łatwo zagubić się w skomplikowanym procesie tworzenia raportu i sprostać stawianym mu wymaganiom, dlatego jego twórcom powinien wciąż przyświecać ten pierwotny jego cel.

Artykuł Dunstana Allisona-Hope został przetłumaczony i zredagowany przez Ewę Wojciechowicz, ambasadorkę Ligi Odpowiedzialnego Biznesu.

Źródło: http://www.greenbiz.com/article/love-hate-relationship-sustainability-reporting