Prywatyzacja przestrzeni publicznej w miastach wyklucza najbardziej – rozmowa z Monika Nowicka z Collegium Civitas

Prywatyzacja przestrzeni publicznej w miastach wyklucza najbardziej – rozmowa z Monika Nowicka z Collegium Civitas

Monika Nowicka będzie uczestnikiem konferencji Inclusive Society: Poland, Norway, Europe, która odbywa się w dniach 6-7 października w Collegium Civitas. Jednym z głównych tematów wydarzenia jest wpływ przestrzeni miejskiej na zjawisko wykluczenia i włączenia społecznego.

Zacznijmy od podstawowego pytania. Czy jest wykluczenie społeczne?

Wykluczenie społeczne to najprościej rzecz ujmując uniemożliwienie jednostce uczestnictwa w wybranym lub wielu wymiarach życia społecznego.

Jakie czynniki wywołują wykluczenie społeczne?

Wykluczenie społeczne może być wywoływane przez wiele czynników. Niektóre z nich się nakładają potęgując proces wykluczenia. Wykluczenie może mieć podłoże etniczne tak jak ma to miejsce w przypadku imigrantów, może mieć podłoże ekonomiczne – tak jak w przypadku ludzi żyjących na granicy ubóstwa, może być związane z niepełnosprawnością. Wykluczenie może być także związane z niemożnością pokonywania przestrzeni, tak jak ma to miejsce w miastach. Brak transportu publicznego wyklucza niezmotoryzowanych, brak kładek i wind wyklucza osoby, które mają problemy z poruszaniem się lub matki z wózkami. Zaporowe ceny mieszkań wykluczają z życia w niektórych częściach miasta osoby mniej zamożne.

Przejdźmy do tematu przestrzeni publicznej. W jaki sposób przestrzeń publiczna i jej poszczególne elementy wpływają na włączenie lub wykluczenie społeczne?

Najbardziej wykluczającym elementem w mieście jest prywatyzacja przestrzeni publicznej. Najbardziej widocznym przykładem tego procesu jest tzw. gettoizacją miast – proces, który jest bolączką wielu polskich miast w ostatnich latach – Polacy bardzo lubią zamknięte osiedla, które dają im poczucie bezpieczeństwa, ale też prestiżu. Kolejne zamykane osiedla „wycinają” przestrzeń publiczną z przestrzeni miejskiej. Inną kwestią jest obumieranie ulicy jako przestrzeni publicznej. Ponieważ sklepy i kawiarnie coraz częściej przenoszą się do centrów handlowych ulica obumiera stając się tylko i wyłącznie ciągiem komunikacyjnym. Jeśli nie chcemy lub nie możemy dostać się do centrów handlowych, które niejednokrotnie znajdują się na obrzeżach miast, stajemy się wykluczeni z pewnej sfery życia. Kolejna kwestią, bardzo z resztą odczuwalną w Warszawie są bariery architektoniczne. Większość budynków w dalszym ciągu nie jest przystosowana dla osób niepełnosprawnych – brakuje wind i podjazdów. Jeżeli są bardzo często wymagają tego aby były uruchamiane przez kogoś z obsługi budynku. Bariery architektoniczne wykluczają często też rodziców z małymi dziećmi w wózkach, czy osoby starsze, które mogą mieć problemy z poruszaniem się. Innym, stosunkowo nowym użytkownikiem przestrzeni publicznej są rowerzyści, którzy bardzo często nie mają wytyczonych ścieżek i są zmuszeni korzystać z chodnika albo jezdni lub muszą zrezygnować z odwiedzania pewnych części miasta.

Jakie grupy są najczęściej wykluczane przez bariery architektoniczne?

Tak jak wspomniałam, najczęściej są to osoby niepełnosprawne – poruszające się na wózkach. Możemy tu także zaliczyć osoby niewidzące, gdyż oznakowania dla nich na chodnikach są w Warszawie rzadkością. Osoby starsze i rodzice, głównie matki z dziećmi w wózkach.

Ważniejsze są bariery społeczne czy architektoniczne? Czy zanikanie przestrzeni publicznej na rzecz zamkniętych osiedli utrudnia włączenie społeczne?

Obydwa rodzaje barier są ważne. Ważniejsze jest to, że wzmacniają się one wzajemnie. Jeśli istnieje bariera architektoniczna – zawsze możemy pomóc przejść, wnieść wózek, przeprowadzić kogoś, ale bariera społeczna bardzo nam to utrudnia. Jeśli grodzimy osiedle, możemy przecież zaprosić sąsiadów zza płotu na ciasto i herbatę, którą organizujemy na świeżym powietrzu, ale ponownie bariera społeczna powoduje, że nie tylko nie zapraszamy, ale również nie organizujemy dla siebie takich spotkań. Otwarcie przestrzeni publicznej poprzez zniesienie barier uwrażliwi nas na różnorodność, da możliwość nauczenia się jak żyć w heterogenicznej przestrzeni. Pokonanie barier społecznych przyśpieszy likwidację barier architektonicznych. Granice zawsze istniały i będą istnieć, ale mogą one łączyć lub dzielić, to od nas zależy jaką będą miały funkcję w przestrzeni miejskiej.

Czy zna Pani dobre praktyki miast i społeczności lokalnych, którym udało się w trwały sposób włączyć grupy wykluczone?

Zacznijmy od tego, że zawsze istnieją jakieś grupy, które są wykluczane. Zawsze istnieją normy społeczne, które mówią kto jest a kto nie jest wykluczony z przestrzeni miejskiej. Klasycznym zawsze wykluczonym jest bezdomny: osoby bezdomne, są spisywane przez policję lub straż miejską, miasto buduje specjalne ławki uniemożliwiające choćby krótką drzemkę, ale są także miejsca, z których bezdomnych się nie przegania – takim przykładem jest Pałac Kultury i Nauki w Warszawie: bezdomni mogą korzystać z łazienki i strażnicy ich nie wypraszają.

Dobre praktyki mają charakter ogólny: po pierwsze zapewnienie bezpieczeństwa, niezależnie od wieku, statusu materialnego, płci i wielu innych czynników, będziemy chętniej korzystać z miasta, gdy będzie ono bezpieczne. Z miastem jest ten „problem”, że jest ono przestrzenią wspólną. Miasto może stworzyć warunki odpowiadające na potrzeby różnych osób, ale to nie znaczy, że te osoby zostaną wkluczone – nie można nikogo włączyć na siłę, to jest proces obustronny: musimy chcieć korzystać.

Niewątpliwie dobrą praktyką wkluczania są inicjatywy dla osób 60+, które dają możliwość funkcjonowania w przestrzeni poza domowo-rodzinnej. Polacy niezależnie od wieku jednak dopiero uczą się wychodzenia z domu i korzystania z miasta.

Czy są miasta, którą mogą być przykładem udanego włączenia szerokich grup społecznych, jakie działania podjęły i jakie czynniki zadecydowały o sukcesie?

Trudno podać przykłady konkretnych miast włączających szerokie grupy. Nie znam spektakularnej ilustracji takiego włączenia, jednak możemy prześledzić pewne trendy w polskich miastach: rewitalizacja parków, rynków, skwerów miejskich bardzo często przekłada się na ich większą „używalność” szczególnie w mniejszych miastach. Korzystają z nich osoby starsze, rodziny, ale i młodzież, która w dalszym ciągu ma bardzo niewiele „swojej” przestrzeni publicznej. Powstają place zabaw, z których korzystają matki z dziećmi. Moim zdaniem mało udanym gdyż przeznaczonym dla wąskiej grupy, ale głośnym przykładem stworzenia przestrzeni włączającej są „orliki”.

Czy podejście miasta do transportu publicznego i promocja określonych metod przemieszczania się po aglomeracji – samochodów, rowerów czy kolei miejskiej może wykluczać pewne grupy mieszkańców?

Zadaniem miasta jest umożliwienie poruszania się za pomocą różnych środków transportu. Promocja jednym środków komunikacji miejskiej utrudnia poruszanie się innymi. Mieszkańcy miast powinni móc wybrać środek transportu dla nich najbardziej odpowiedni. Najbardziej skrajnym przejawem tego jak promocja metody przemieszczania się po mieście jednym, wybranym środkiem transportu może wykluczyć z miasta jest Detroit. Trwająca od połowy XX wieku promocja samochodu jako głównego środka transportu spowodowała, że Detroit ma bardzo uboga komunikację miejską, istnieje wiele miejsc do których nie można dostać się bez auta, ponieważ nie tylko nie ma autobusu, ale także bardzo często nie ma chodnika dla pieszych.

Dziękuję za rozmowę.

Monika Nowicka – socjolożka, badaczka, koordynatorka projektów badawczych i rozwojowo-edukacyjnych. Zainteresowania badawcze: adaptacja imigrantów, obywatelstwo oraz socjologia miasta.

Dowiedz się więcej o wyzwaniach, jakie stoją na drodze do bardziej zrównoważonych miast!