Oto spółki, którym należy się respekt

Tekst został nagrodzony w 2011 roku, w pierwszej edycji konkursu dla dziennikarzy „Pióro odpowiedzialności”, organizowanym przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Laureatka w kategorii „Prasa”: Magdalena Krukowska z Forbes – artykuł „Oto spółki, których należy się respekt” – Forbes, grudzień 2009.

 

Nowy giełdowy indeks spółek odpowiedzialnych społecznie nie wystawia jeszcze polskim przedsiębiorstwom świadectwa moralności. Rynek zyskał jednak nowe, cenne narzędzie do ich prześwietlania.

Początek projektu RESPECT Ratingu i indeksu spółek giełdowych odpowiedzialnych społecznie wiązał się dla jego twórców z nie mniejszymi emocjami niż publikacja wyników dla wchodzących w jego skład firm. Prace nad nowym wskaźnikiem Giełdy Papierów Wartościowych, konstruowanym na podobnych zasadach co zagraniczne indeksy typu SRI (ang. social responsibility investment, społecznie odpowiedzialne inwestycje), roz­poczęły się, gdy wybuchały kolejne afery związane z opcjami walutowymi, dywany w biurach zarządów okazywały się przykrótkie, aby zamieść pod nie wszystkie niewygodne informacje, a w pro­gnozy nie wierzyło nawet wielu z ich autorów.

Organizatorzy przedsięwzięcia, Giełda Papierów Wartościowych wraz z partnerami: Kulczyk Investments (autorem metodologii oceny spółek), audytorem Deloitte i „Forbesem”, podjęli się zadania obarczonego sporym ryzykiem. Przygo­towanie narzędzia pozwalającego przyjrzeć się i ocenić odpowiedzialne zachowanie oraz stosunek spółek do otoczenia było potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. Mogło jednak zabraknąć firm, które spełniłyby wyśrubowane kryteria RESPECT Ratingu i weszły w skład tego indeksu .

Spółek nie zabrakło, niemniej rating i indeks odzwierciedliły wszystkie kontrowersje i oczekiwania co do odpowiedzialności społecznej biz­nesu w Polsce. – Wystarczy spojrzeć na czołówkę ratingu, by zauważyć, że znacznie lepiej radzą sobie firmy duże, z wieloletnim doświadczeniem, które czasami na własnej skórze przekonały się, ile może kosztować brak odpowiedzialności rozumianej jako kompleksowa strategia zarządzania – uwa­ża Jarosław Sroka, członek zarządu Kul­czyk Holding. – Do indeksu weszły również firmy mniejsze, których odpowiedzialne podejście jest często efektem przekonań i długofalowego myślenia zarządzających. To im należy się szczególne uznanie.

Giełdowe spółki pozytywnie zaskoczyły samą frekwencją w badaniu, które miało zweryfikować ich strategię i działania dotyczące funkcjonowania na giełdzie, zarządzania, traktowania pracowników, klientów, kontrahentów oraz ochrony środowiska i relacji z lokalną społecznością. Ankiety wypełniło prawie 40 proc. spółek notowanych na rynku regulowanym, co pokazuje, jak duży odsetek firm nie lekceważy odpowiedzialności społecznej, choć bardzo różnie ją traktuje. Być może ich menedżerowie uwierzyli, że reputację lepiej budować, przyznając się do grzechów i niedociągnięć, niż udając ucieleśnienie niewinności.

Niedawno w osłupienie wprawił kolegów ustępujący ze stanowiska (awans na szczebel regionalny) prezes ING Banku, Brunon Bartkiewicz, który uderzył się w imieniu branży w piersi: „Dość manipulowania klientami. Dość. Wystarczy. Ni­komu nie zabraniam prowadzenia działalności w taki czy inny sposób. Niech każdy robi, co chce. Tylko proszę pamiętać, że kwestią samobójczą jest naruszanie image’u sektora, przyczynianie się do kreowania wrażenia, że klient ma do czynienia z nieuczciwymi praktykami”.

Samobójców nie brakowało, nie tylko w branży finansowej, choć niektórzy wybronili się i wypłynęli na szerokie wody. Zwłaszcza ci, którzy za sprawą otwartej komunikacji zdobyli przez lata mocny kapitał zaufania. BRE Bank nadszarpnął go konfliktem z kredytobiorcami należącego do niego MultiBanku i mBanku, ale i tak w ostatnim badaniu Instytutu Homo Homini ten drugi dostał się do czołówki marek bankowych darzonych największym zaufaniem. Citi Hand­lowy, choć blisko 200 klientom sprzedał trefne obligacje Lehman Brothers, też ma szanse wykaraskać się z wizerunkowych kłopotów dzięki wieloletnim inwestycjom w krzewienie edukacji ekonomicznej wśród Polaków.

Wyniki badania RESPECT pokazały jednak, że większość spółek giełdowych jest na bakier z odpowiedzialnością społeczną. Rzadko wpisują ją w swoje strategie i kodeksy uczciwego postępowania. Jeśli już je mają, to dotyczą one wybranych obszarów, głów­nie działalności prospołecznej.

Inna sprawa, że inwestorów przez lata interesowały przede wszystkim wyniki finansowe kupowanych przez nich spółek, a nie odpowiedzialność społeczna. Nabywcy akcji dużych polskich przedsiębiorstw nie szli w awangardzie walczących o deregulację rynków, cień opiekuńczych skrzydeł państwa też ich nie raził, o ile sami mogli się pod nimi skryć. Najlepszym przykładem była popularność emisji akcji energetycznego PGE, podobnie jak wcześniej Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG).

I tu ciekawostka: w RESPECT Indeksie wyraźnie zaznaczyły swoją obecność państwowe molochy, z PKN Orlen, PGNiG czy KGHM Polska Miedź na czele. To woda na młyn miłośników państwowej własności, za wcześnie jednak, aby nadgiełdą rozwijać czerwone sztandary. Te wielkie spółki reprezentują branże będące trzonem wielu indeksów SRI na świecie. Mają bowiem olbrzymi wpływ na otoczenie i znajdują się pod presją społeczeństwa i urzędników. Jako pierwsze musiały narzucić sobie wyśrubowane normy, zwłaszcza dotyczące ochrony środowiska, bezpieczeństwa pracy i systemów zarządzania. Co mimo wszystko nie umniejsza ich zasług w krzewieniu idei CSR (ang. corporate social responsibility, społeczna odpowiedzialność biznesu). Trzeba państwowym gigantom oddać to, że należą do największych i najhojniejszych pracodawców, inwestorów w nowoczesne technologie i sponsorów najważniejszych imprez sportowych czy kulturalnych. Niemniej są zazwyczaj arenami walk o zyski z politycznych targów i kopalnią synekur. Działające w nich silne związki zawodowe, zabezpieczenia socjalne i bliskie relacje z lokalnymi instytucjami badawczymi czy klubami sportowymi mogłyby być podręcznikowym przykładem społecznej odpowiedzialności. Gdyby nie to, że często kryje się za nimi wymuszanie nieuzasadnionych podwyżek i hamowanie reform albo tworzenie klimatu sprzyjającego korupcji.

Wybór pomiędzy spełniającymi kryteria społecznie odpowiedzialnymi państwowymi gigantami a błądzącymi jeszcze prywatnymi spółkami jest mniej więcej taki, jak między świetnie podrasowanym i nieźle utrzymanym autem starej konstrukcji a nowoczesnym modelem, wymagającym gruntownego przeglądu i nieprezentującym się najlepiej. Znajdą się amatorzy i jednego, i drugiego, a drogowskazem może być RESPECT Rating i RESPECT Index.

Widać jednak światełka w tunelu, w którym tkwi polski CSR, są to reflektory pojazdów nowych i troskliwie utrzymanych, czyli dobrze zarządzanych spółek prywatnych. Jeśli ich właściciele rzeczywiście chcą postawić na politykę CSR, mogą w tej dziedzinie łatwiej odnieść sukces niż przedsiębiorstwa uwikłane w polityczno-państwowe zależności.

Jak toruński Apator, którego prezes Janusz Niedźwiecki podkreśla, że firma od lat monitorowała swój wpływ na środowisko i wymagała tego od dostawców, wspierała organizacje kulturalne i sportowe oraz terminowo wywiązywała się ze zobowiązań wobec pracowników czy kontrahentów. Tyle że kiedyś nikt tego nie nazywał strategią CSR.

Odpowiedzialność społeczna jest wykorzystywana jako propagandowy marketing. Napisaliśmy strategię, bo taka jest moda i rynek tego od nas wymaga, ale w naszym działaniu nic się nie zmieniło – zaznacza prostolinijnie Niedźwiecki, który podobnie jak molierowski pan Jour­dain od dawna mówił prozą CSR, choć tak tego nie nazywał. Tyle że w odróżnieniu od bohatera sztuki Moliera doskonale o tym wiedział. Teraz dowiedziało się o tym jego otoczenie. Siłą Apatoru jest to, że w działalność społecznie odpowiedzialną czują się zaangażowani pracownicy zatrudnieni na różnych stanowiskach i pozostaje ona w centrum uwagi zarządu.

Główny wniosek z audytu spółek jest zgodny z konkluzją wypływającą z naszych wieloletnich doświadczeń: jeżeli spółka chce stać się rzeczywiście fir­mą odpowiedzialną społecznie, CSR mu­si być ważny dla zarządu. Jego nadzoru nie zastąpi najlepszy pracownik, dział czy firma zewnętrzna – mówi Jacek Kuchen­beker, menedżer z działu zarządzania ryzykiem Deloitte. – Najczęstszą przyczyną obniżania punktacji po audycie w badaniu Respect był brak zainteresowania bądź zaangażowania zarządu w planowanie i realizację misji społecznej odpowiedzialności.

Bezspornie pozytywny dla giełdowych graczy jest fakt, że wszystkie spółki, które wzięły udział w badaniu RESPECT, nieźle wypadły w dziedzinach dla inwestorów najważniejszych. Więk­szość z nich wywiązuje się ze zobowiązań i przestrzega zasad dobrych praktyk spółek notowanych na GPW, również w zakresie komunikacji z inwestorami. Wzięły się też do identyfikowania najważniejszych rodzajów ryzyka w swojej działalności i zarządzania nim.

Co nie znaczy, że nie mają jeszcze wiele do zrobienia, o czym najlepiej świadczy to, że najwyższe noty ratingowe, kwalifikujące do indeksu, zdobyło tylko 16 firm, a żadna nie dostała oceny najwyższej. Najważniejsze jednak, że zgodziły się w ogóle wejść pod rentgen, któ­ry może pomóc w zapobieganiu ich kolejnym chorobom.