Energia Budynków – wywiad z Markiem Krawczyńskim

Energia Budynków – wywiad z Markiem Krawczyńskim

Artykuł pochodzi z publikacji „Wspólna odpowiedzialność. Biznes w mieście”, wspólnego projektu Forum Odpowiedzialnego Biznesu i Magazynu Miasta.

„Deweloperzy ograniczają swoją rolę do dostarczenia lokalu, mieszkańcy zaś odczuwają koszt dostarczania energii do mieszkań, choć budynki same powinny wytwarzać ją dla siebie, a nawet swojego otoczenia. Posiadamy już konieczne do tego technologie”

Magdalena Andrejczuk: Jest pan architektem, humanistą i społecznikiem. Jak z tych perspektyw wyobraża pan sobie zrównoważone miasto?

Mark Krawczyński: Należy zacząć przede wszystkim od zmiany zasad projektowania budynków. Projektuje się wciąż w tzw. staromodnym stylu. Oznacza to, że w zamyśle budynki mają głownie chronić przed słońcem, deszczem i wiatrem – za wszelką cenę. A przecież te żywioły są źródłem energii, czystej wody oraz siły. Słońce można traktować nie tylko jako zagrożenie, lecz także jako źródło ciepła i energii, z deszczówki, która gromadzi się na dachach, można uzyskać czystą wodę, wiatr zaś jest zdolny uruchamiać turbiny, które generują prąd! Współczesne budownictwo jest przestarzałe i bardzo nieekologiczne, zwłaszcza budownictwo wieżowców, w których codziennie przebywają setki milionów ludzi. Architekci wciąż bronią się przed przyrodą.

MA: Dlaczego jesteśmy wierni przestarzałym technologiom?

MK: Tak jest zdecydowanie łatwiej, stosujemy je od jakichś 150 lat i dzięki temu nie musimy inwestować w poszukiwania. Należy jednak zmienić perspektywę i uświadomić sobie długoterminowe korzyści nowych możliwości – nie tylko w postaci czystszego środowiska, lecz także lepszej ekonomii. Budownictwo nie dostosowało się ani do zmian zachodzących w społeczeństwie, ani do przyspieszenia rozwoju miast. 60% ludzi żyje dzisiaj w dużych miastach. Są przez to narażeni na choroby dróg oddechowych i inne choroby cywilizacyjne wywoływane przez brak dostępu do czystego powietrza. ONZ podaje, że w 2012 roku na całym świecie z powodu zanieczyszczeń powietrza umarło 20 mln ludzi. Zmiany są konieczne. Jeśli zaczniemy wprowadzać je już dziś, to za 20 lat będziemy żyć w zrównoważonych ośrodkach. Dlatego wiele miast i krajów zaczyna inwestować w innowacyjne rozwiązania. Portugalia czerpie ze źródeł odnawialnych już 60% energii. Podobno 90% energii w Vancouver wytwarzają elektrownie wodne. Odnawialne źródła energii są w stanienie tylko zasilać całe miasta, lecz także – co więcej – sprawiać, aby ośrodki funkcjonowały w czystym otoczeniu. Ta wizja nie jest już technologią przyszłości, jest dziś dostępna – wystarczy się postarać i wprowadzić konieczne zmiany.

MA: Z tej wiedzy i umiejętności możemy korzystać podczas tworzenia nowych budynków. A co ze starymi? Jak je adaptować do wymogów zrównoważonego budownictwa?

MK: Nie można zmienić ich podstawowego kształtu, ale zawsze można np. zamontować obszerne panele słoneczne na ich dachach. Skupiłbym się jednak na kwestii zanieczyszczeń środowiska – to one są przyczyną najważniejszych problemów. Kluczowe pytanie brzmi: gdzie i w jaki sposób produkowana jest energia dla miasta? Na przykład Warszawa ma duży problem z energią, ponieważ czerpie ją głownie z paliw kopalnych. Znaczącym źródłem zanieczyszczeń w mieście są również samochody. Nawet, jeżeli wprowadzimy napęd elektryczny, problemem pozostanie jak ekologicznie wytwarzać konieczną dla nich energię elektryczną. Warszawa jest jedną z najbardziej zanieczyszczonych metropolii w Europie, do tego stopnia, że pod względem stężenia zanieczyszczeń wyprzedzają ją niemal tylko azjatyckie miasta. A mieszkańcy azjatyckich miast, by normalnie oddychać, noszą maski, bo kilka razy w ciągu dnia smog jest tak gęsty, że przesłania niebo. To dlatego chińskie władze ustawiają telebimy na skrzyżowaniach głównych ulic – by uświadomić przechodniom, jak wygląda błękit.

MA: Społeczeństwo jest przy tym niedoinformowane w kwestiach środowiskowych. Brakuje rzetelnej informacji, które ze źródeł energii są najbardziej optymalne zarówno dla człowieka, jak i środowiska.

MK: Jeden z głównych problemów wynika z tego, że energia wytwarzana jest z dala od miast. Zorganizowano to w ten sposób dlatego, że jest to energia pochodząca z nieprzyjaznych człowiekowi źródeł. Nawet najnowsze farmy wiatrowe i kolektory słoneczne montowane na obrzeżach ośrodków miejskich nadal generują wysokie koszty „transportowania” tej energii do domów. Brakuje nam kompleksowego spojrzenia. Urbanistyka w mieście powinna być zintegrowana. Deweloperzy ograniczają swoją rolę do dostarczenia lokalu. A to mieszkańcy odczuwają potem koszt dostarczenia energii do swoich mieszkań, choć budynki same powinny wytwarzać dla siebie, a nawet swojego otoczenia, energię. Mamy takie możliwości i posiadamy odpowiednie technologie.

MA: Na czym one polegają?

MK: Projekt budynku powinien np. zakładać pokrycie jak największej powierzchni panelami słonecznymi – przede wszystkim dachu, ponieważ pozioma płaszczyzna najefektywniej wykorzystuje energię. Dlatego warto budować ogromne dachy, które zamiast chronić przed słońcem, wykorzystują je, pochłaniają energię. Podczas deszczu dachy mogłyby zbierać wodę, która, spływając przez spusty z turbinami grawitacyjnymi, produkowałaby kolejne dawki energii. Wiatraki na farmach pracują tylko wtedy, gdy wiatr osiąga prędkość powyżej 16 km na godzinę. W budownictwie istnieje rozwiązanie, w którym budynek ma dodatkowe skrzydła łapiące wiatr i kompresujące go wewnątrz. Nawet, jeśli osiągnie on prędkość ledwie 4 km na godzinę, dzięki temu systemowi ten wiatr rozpędzi się wewnątrz budynku do 15 km na godzinę. Potem odpowiednie turbiny wykorzystują „przyspieszony” wiatr. O ile są odpowiednio do siebie dostrojone, pracują cicho – neutralizując wzajemnie swoje wibracje.

MA: Jest pan jednym z pomysłodawców projektu The Clover (ang. koniczyna). Na czym on polega?

MK: „Koniczyna” to projekt budynku łączący w sobie technologie, które dzisiaj posiadają więcej niż jedną możliwą metodę konstrukcji. Największą słabością odnawialnej energii jest jej nieciągłość. Energię ze słońca możemy np. pobierać tylko w ciągu dnia, a potrzebujemy jej przez całą dobę. Mechanizm „koniczyny” polega na tym, że siedem energii działa w rożnych momentach; jedna technologia zastępuje drugą tak, by któraś z nich była nieustannie „w dostawie”. Każdy element budynku tworzy specyficzną ilość energii w rożnych warunkach. System jest tak skonstruowany, że potrafi sobie poradzić w sytuacji, gdy któregoś ze źródeł brakuje. Pozyskujemy energię ze słońca przez panele solarne i kominy termiczne, w nocy uruchamiają się rożne turbiny wiatrowe i turbiny grawitacyjne oraz głębinowe, umieszczone w rzekach. Koszty tych systemów nie są bardzo wysokie. Największą ich zaletą jest to, że energia zostaje wytworzona dokładnie tam, gdzie potrzebują jej użytkownicy – unika się dzięki temu strat związanych z transportem. Powstał już projekt budynku produkującego ponad 100% własnej „czystej” energii. Obecnie trwają poszukiwania odpowiedniego miejsca i partnera do inwestycji w „Koniczynę”. Zależy nam jednocześnie na tym, aby te prace wykonać w jak najbardziej wiarygodny sposób. Chcemy więc współpracować także z uczelniami i instytucjami naukowymi, które mogą potwierdzić prawdziwość wszystkich naszych pomiarów.

MA: Kto jest odpowiedzialny za ten projekt?

MK: W pracę nad nim zaangażowana jest grupa ekspertów z całego świata: Anglii, Francji, Nowej Zelandii, Chin, a także z Polski. Do zespołu należy m.in. Brytyjczyk, który 30 lat temu wyprodukował największy jacht używający wyłącznie żagli i siły wiatru. Ważne jest przy tym, aby w zespole były osoby, które znają rożne zagadnienia od podszewki. Dlatego niedawno dołączył do nas ekspert od turbin ze Szwajcarii. Wciąż werbujemy nowe osoby, które usłyszały od kogoś o naszej idei. W grupie projektowej znaleźli się ludzie mający sporo trafnych spostrzeżeń, co spowodowało, że przez ostatnie półtora roku zaprojektowaliśmy cztery „Koniczyny” w rożnych rozmiarach.

MA: „Koniczyna” to na razie tylko projekt, a czy zna pan podobne rozwiązania, które już zostały wdrożone i są godne uwagi?

MK: Tak. Ale wpierw wspomnijmy o społecznych rozwiązaniach ekologicznych. San Francisco np. jest uważane za jedno z najbardziej ekologicznych miast na świecie. Poziom recyclingu wynosi w nim 77%, samo miasto zaś to w 20% zielone przestrzenie. Ulicami jeździ ponad 6 tysięcy ekologicznych, hybrydowych i elektrycznych samochodów. W całej metropolii funkcjonuje już prawie 500 budynków z certyfikacją LEED. W Kopenhadze z kolei żyją setki tysięcy aktywnych rowerzystów, którzy korzystają z ponad 350 km specjalnych ścieżek rowerowych. Warszawa jest dopiero na początku tej drogi. Doskonałym rozwiązaniem jest nowo wprowadzony system komunikacji rowerowej w mieście, z wieloma punktami wypożyczania rowerów w dobrych, niskich cenach lub darmowo.

MA: Czy od początku praktyki architektonicznej myślał pan o tym, aby kierować się zasadami zrównoważonego rozwoju?

MK: W zasadzie tak. Kończyłem architekturę w Australii w latach 60. Zaczynałem pracę, kiedy Sydney przeżywało „boom” ekonomiczny – miasto rozbudowywało się aż do olimpiady w 2000 roku. Znalazłem się w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu. Z tego powodu czuję swoistą odpowiedzialność architekta. Mam poczucie, że powinienem dzielić się swoim doświadczeniem, angażując się w projekty proekologiczne. Nawet w Australii popełniono od tamtego czasu trochę błędów. Tamtejszym politykom wydaje się, że z powodu prawie nieograniczonej przestrzeni do zagospodarowania można pozwolić sobie na pewne niedokładności. Bogatszy o to doświadczenie wróciłem do Polski i staram się popularyzować przekonanie, że projektowanie polega na przewidywaniu tego, co można zrobić najlepiej, a nie reagowaniu na kryzys po fakcie. W budownictwie należy pamiętać o tym, że oprócz estetyki liczą się też potrzeby innego typu.

MA: Odwiedził pan już ponad 90 miast. Które z nich jest najlepsze do życia?

MK: Sydney, Melbourne i Vancouver często wygrywają w rankingach. Mieszkałem w Sydney przez 47 lat i przyznam, że jest to miasto bardzo wygodne, ciekawe i rozrywkowe. Jest w nim bardzo czysto, m.in. dzięki lokalizacji na wybrzeżu wielkiego Pacyfiku, powietrze jest świeże. Podobne odczucie miałem w San Francisco – w tych miejscach po prostu można się czuć wygodnie! Jednak dla mnie najlepszym miastem jest właśnie Warszawa. Na razie nie z powodów ekologicznych, ale dlatego, że jakość życia w tym mieście jest bardzo wysoka i jest w niej bezpiecznie. W wielu miastach wraz z rozwojem zatarły się lokalna tożsamość i poczucie odpowiedzialności za otoczenie, wzrosła anonimowość. W Warszawie jeszcze tego nie widać, ludzie się szanują. Wszystkie walory dobrego miasta są w niej obecne, a dodatkowo nie jest „ograniczona” pod względem komunikacyjnym. W wielu miastach zachodnich, aby gdziekolwiek się dostać, trzeba wsiąść w samochód. Dochodzi do swoistego szaleństwa, ludzie ciągle gdzieś pędzą i nie dostrzegają tego, co się wokół nich dzieje. W Warszawie – całe szczęście – obserwujemy to jeszcze w małej skali. W Los Angeles, wjeżdżając do miasta, zamiast ludzi i budynków widać tylko parkingi. Samochody zdominowały tamtejsze życie. Dlatego dobrze, że w niektórych miastach wraca się do rowerów i transportu publicznego. Wbrew pozorom w Warszawie mamy dobry system komunikacji miejskiej. Biorąc pod uwagę duże miasta, Warszawa jest dla mnie najbliżej ideału.

Mark Krawczyński – architekt, projektant wnętrz, pianista, dyrektor firmy Carshade Australia Pty. Ltd., konsultant marketingowy, dyrektor Fundacji Polska Przyszłość. W swoim dorobku posiada ponad 80 projektów architektonicznych, publicznych i prywatnych, w tym rozbudowę Muzeum Australii i słynnej Opery w Sydney

Magdalena Andrejczuk – menedżerka Programu Partnerstwa, kompleksowej platformy współpracy dla ponad 40 firm – liderów CSR prowadzonej przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu

Dowiedz się więcej o wyzwaniach, jakie stoją na drodze do bardziej zrównoważonych miast!