Co zrobić by powstrzymać zmiany klimatu?

Co zrobić by powstrzymać zmiany klimatu?

Rozmowę z prof. dr. hab. Szymonem P. Malinowskim z Instytutu Geofizyki Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadził Tadeusz Joniewicz, menedżer projektów w Forum Odpowiedzialnego Biznesu. Wywiad pochodzi z publikacji „17 wyzwań dla Polski – 17 odpowiedzi. Co firmy w Polsce mogą zrobić dla realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju?”, wydanej przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu w październiku 2018 roku.

Pobierz publikację >>

***

Polska nie jest tropikalną wysepką, raczej nie grozi nam to, że poziom oceanu podniesie się i znikniemy. Dlaczego mamy się obawiać zmian klimatu? W jaki sposób wpłyną na Polskę?

Zmiany klimatu będą wpływały również na nasz kraj. Wzrośnie liczba gwałtownych opadów oraz nawałnic, zwiększy się prawdopodobieństwo powodzi i susz, będziemy mieli kłopoty z poziomem morza na wybrzeżu, wystąpią problemy z bezpieczeństwem energetycznym i żywnościowym, a także ze zdrowiem. Zakres tych wpływów zależy od stopnia zmiany klimatu, a na razie ta zmiana jest poza wszelką kontrolą. Mimo różnego rodzaju planów, takich jak ograniczenie ocieplenia do 2 czy 1,5 stopnia według porozumienia paryskiego, nie ma w realnym świecie żadnych znaków naszego działania.

Czyli pomimo różnych kampanii i działań nasz negatywny wpływ na klimat się nie zmniejsza?

W skali globu emisje rosną i to najszybciej w historii ( w 2017 r. – o 2%). Z tego względu rozsądne jest rozważanie najgorszego scenariusza, czyli całkowitego upadku gospodarki. Wystarczy fala dostatecznie długich i potężnych upałów, żeby zniszczyć naszą energetykę.

Nie musimy nawet czekać na wyczerpanie złóż?

Nie, to nie wymaga wyczerpania złóż ani żadnej spektakularnej katastrofy typu trąby powietrzne czy huragany, które przynoszą szkody i cierpienie, ale niekoniecznie muszą prowadzić do załamania gospodarki. Natomiast nasz system jest oparty tylko i wyłącznie na energetyce cieplnej, która jest niezwykle wrażliwa na wysoką temperaturę i brak wody. A gdy zabraknie prądu, to zabraknie wszystkiego. Nie będzie można użyć komórki, internetu, w sklepie nie będą działały chłodziarki i tak dalej. Oczywiście, to scenariusz skrajny. Mamy różnego rodzaju systemy zabezpieczeń i nie od razu musi się to zdarzyć na ogromną skalę. Zacznie się od drobnych ograniczeń dostaw prądu czy wyłączeń. Natomiast fale upałów i długotrwałe susze są największym i najbardziej prawdopodobnym zagrożeniem.

W jakiej perspektywie czasowej możemy się spodziewać takich problemów?

To jest możliwe już w tej chwili, natomiast prawdopodobieństwo takiego katastrofalnego zdarzenia szybko rośnie wraz z czasem i naszymi emisjami.

Zatem głównym problemem przy obecnych zmianach klimatu są emisje?

Tak, głównie emisje gazów cieplarnianych. No i tutaj wiadomości są złe, bo spadki emisji wiążą się ze spadkiem koniunktury gospodarczej.

Czyli musimy stworzyć zupełnie nowy rodzaj gospodarki? Czy wystarczy inny rodzaj pozyskiwania energii?

Pierwszym etapem jest inny rodzaj pozyskiwania energii, ale ponieważ jej pozyskiwanie jest podstawą naszej gospodarki, to efektem musi być inny rodzaj gospodarki. Nowe źródła energii powinny być impulsem do takiej zmiany.

Czy widać w tej chwili jakieś realne możliwości tej zmiany?

Są na przykład pomysły zgazowywania węgla. To ma być cudowny sposób na zmniejszenie emisji. Niestety, energia, którą dostajemy ze spalania węgla, to jest spalanie. C plus O2, równa się CO2. Niezależnie od tego, czy my ten węgiel zgazujemy czy go nie zgazujemy, energia przyjdzie dokładnie z tej samej reakcji. To jest po prostu wpisane w naturę procesu spalania.

To znaczy, że przechodzenie na odnawialne źródła energii w postaci spalania biomasy też niewiele zmienia?

Z biomasą jest troszeczkę inna sytuacja, bo węgiel w biomasie to węgiel, który jest w obiegu atmosfera–biosfera. Natomiast węgiel, który jest w skorupie Ziemi, w paliwach kopalnych, z tego obiegu został wycofany kilkadziesiąt milionów lat temu i od tego czasu w nim nie uczestniczył. Wykopując z głębi ziemi paliwa kopalne, działamy przeciwko naturze, która wycofywała ten węgiel z atmosfery, równoważąc wzrost energii promieniowania słonecznego, który następuje w długim okresie. My działamy jej na przekór, przerzucając węgiel z głęboko zamkniętego zbiornika do obiegu w szybkim cyklu przyrodniczym.

Zatem jaki rodzaj energii jest dla nas najkorzystniejszy? Co może wpłynąć na ograniczenie emisji?

Bezpośrednia energia ze słońca. Mamy jej ogromne zasoby. Teoretycznie, gdyby pokryć aktualnie produkowanymi ogniwami fotowoltaicznymi powierzchnię równą mniej więcej powierzchni Warszawy, to roczna produkcja energii elektrycznej z takiego obszaru i przy tych warunkach klimatycznych, jakie panują w Polsce, odpowiadałby ilości energii elektrycznej zużywanej w tym czasie w naszym kraju. To energia, którą możemy mieć niemal za darmo, która nie wymaga importu paliw ani żadnych uzgodnień międzynarodowych. Nie uzależnia nas energetycznie.

Drugi rodzaj energii to pośrednia energia słoneczna, czyli energia wiatrowa. Gdy słońce bardziej nagrzeje jakiś obszar, a inny obszar nagrzeje mniej, to powstaje wiatr. Ta energia też jest dostępna w dużej ilości, szczególnie zimą, kiedy energii słonecznej jest mniej; nie uzależnia energetycznie i istnieją wydajne technologie jej pozyskania. Problemem jest  przechowywanie energii elektrycznej uzyskanej ze słońca i wiatru czy zarządzenie gospodarką w ten sposób, żeby działała w rytm dostaw energii. To jednak jest już możliwe do wyobrażenia. Przyzwyczailiśmy się, że wszystko jest 24 godziny na dobę, ale to jest tylko i wyłącznie nasze przyzwyczajenie.

Do tego energii słonecznej można używać do ogrzewania bez pośrednictwa energii elektrycznej. Można grzać wodę na dachu i przechowywać w dużych zbiornikach nawet przez stosunkowo długi czas, więc to jest częściowo kwestia paradygmatu gospodarki.

Pewnym problemem jest też, że energia z paliw jest w tej chwili niewiarygodnie tania, bo wszystkie źródła kopalne są na całym świecie bardzo mocno dotowane. Natomiast pośrednio płacimy bardzo dużo, żeby je mieć. W cenę bezpośrednią nie są wliczane różnego rodzaju koszty zewnętrzne, związane ze smogiem i innymi emisjami, zniszczeniem środowiska, chorobami etc. W związku z tym cena energii z paliw kopalnych nie oddaje jej wartości. Przez to w nieodpowiedzialny sposób ją marnujemy, a efektywność energetyczna znajduje słabe uzasadnienie w bieżącym rachunku.

Wzrost cen energii to nie jest dobrze widziany przez społeczeństwo kierunek działania.

Ekonomiści od lat proponują dwa rozwiązania. Pierwsze, wprowadzone przez republikanów w Stanach Zjednoczonych za czasów prezydenta Reagana i prezydenta Busha, to handel emisjami. Dotyczył emisji siarki do atmosfery. To jest pomysł rynkowy, wymyślony przez konserwatywnych ekonomistów amerykańskich w latach 70. i 80. Drugi pomysł, który jest wprowadzany w tej chwili w kilku miejscach na świecie, to podatek węglowy: podatek od kopalnych źródeł energii, pobierany w miejscu uzyskiwania tej energii czy paliw. On, niestety, ma mały sens, jeśli nie będzie wprowadzony na całym globie. Ma z kolei tę zaletę, że likwiduje problem nierówności emisji, bo przenosi się na cały cykl wytwórczy i nawet jeśli kupujemy coś, co powstało w Chinach przy użyciu energii z paliw kopalnych, to płacimy ten podatek w wyższej cenie produktu.

Tylko czy handel emisjami zmniejszy emisję, skoro kraje bogatsze mogą sobie kupić jej tyle, ile jest im potrzebne?

Zmniejsza, bo ktoś, kto szafuje energią, szybko przestanie być bogatszy. Inni wymyślą rozwiązania mniej emisyjne. To się sprawdziło w przypadku emisji tlenków siarki i tlenków azotu do atmosfery w Stanach Zjednoczonych, czyli w bardzo rynkowej gospodarce. Te emisje gwałtownie spadły po wprowadzeniu systemu handlu emisjami. Oczywiście, taki system generuje wielki rynek wraz z możliwościami gry na tym rynku, spekulacji, oszustw i tak dalej. Powszechny podatek węglowy to rozwiązanie uznawane przez wielu za najlepsze, ale rodzą się pytania, na przykład o to, kto ma pobierać ten podatek. To jest problem globalny i trzeba go rozwiązać globalnie, a my tego nie robimy.

To też jest chyba główny problem ze zmniejszaniem emisji. Nawet jeśli będziemy zmniejszać je w Polsce czy Europie, to jeszcze nie rozwiąże to całego problemu…

Tak, ale każda porcja emisji przyczynia się do globalnego ocieplenia, a – patrząc historycznie – to my w Europie, USA czy Kanadzie mamy najwięcej za uszami. Przyrost dwutlenku węgla w atmosferze to nie są tylko nasze obecne emisje, ale też skumulowane dawniejsze. Za czasów komunizmu wydobywaliśmy 200 mln ton węgla rocznie. Puszczaliśmy go z dymem ze znikomą korzyścią dla gospodarki i, niestety, przyłożyliśmy się bardzo do aktualnego i przyszłego stanu naszej planety.

Skoro przeszliśmy do kwestii bezpośredniego oddziaływania, to jak możemy je zmniejszać? Czy działania na mikroskalę, jak dzielenie się samochodem, żeby w kilka osób dojeżdżać do pracy, maja sens?

To są działania, które jak najbardziej mają sens. Można sobie otworzyć kalkulator śladu węglowego w internecie i po prostu to obliczyć. Ja to zrobiłem i zmniejszyłem swój ślad węglowy dwukrotnie. Ograniczyłem podróże samolotem, korzystam z komunikacji miejskiej. Samochodem jeżdżę na ogół z kimś albo w kilka osób. Tu nie chodzi o ekstrema, o zakaz korzystania z auta. Po prostu bez specjalnego wysiłku i spadku jakości życia (wręcz przeciwnie – dużo chodzę i jestem w lepszej kondycji niż dawniej) bardzo ograniczyłem ślad węglowy swój i swojej rodziny.

Czyli w firmie może to być na przykład rezygnacja z wyjazdów i przerzucenie się na wideokonferencje?

Wideokonferencje, ewentualnie spotkania w miejscach położonych bliżej. Do tego takie oszczędności, jak izolowanie ścian czy podnoszenie efektywności wykorzystania energii. Nawet zwykła likwidacja szczelin w magazynie czy w budynku daje ogromne korzyści. Niestety, ze względu na to, że energia i paliwa są niezwykle tanie, nie ma do tego motywacji.

Czyli paradoksalnie droższa energia będzie korzystniej wpływała na funkcjonowanie gospodarki?

Jak coś kosztuje, to to szanujemy, każdy przedsiębiorca to wie. Nie wiem, jak to wpłynie na funkcjonowanie gospodarki, ale na jej transformację i przyszłość naszych dzieci wpłynęłoby bardzo pozytywnie.

Wróćmy do odnawialnych źródeł energii. Czy ogniwa fotowoltaiczne albo wiatraki są już opłacalne? Biorąc, oczywiście, pod uwagę emisję związaną z ich produkcją?

Tak, zdecydowanie się opłacają. Znowu – niekoniecznie przy stosowanym na tę chwilę rachunku kosztów.

Krążą legendy, że produkowanie tego typu urządzeń jest związane z bardzo dużą emisją dwutlenku węgla. Jednak nie jest ona większa niż przy produkowaniu innych urządzeń, które służą do produkcji energii z paliw. A potem do produkowania energii już nie są zużywane paliwa. Te technologie są w tej chwili na tyle dojrzałe, że mamy zdecydowany zysk energetyczny i spadek emisji.

Co jeszcze można robić, żeby zmniejszać oddziaływanie na środowisko?

Takich działań jest bardzo dużo. Na przykład kwestia jedzenia mięsa, która bezpośrednio wiąże się ze zużyciem energii potrzebnej do jego produkcji. Wdrażanie zrównoważonych działań w obszarze rolnictwa jest niezmiernie ważne. Nie namawiam wszystkich do natychmiastowego przejścia na weganizm, bo z własnego doświadczenia wiem, że to nie bardzo działa. Ale dobrze jest mieć świadomość, że jeśli odmówimy sobie hamburgera i zjemy leniwe z sałatką, to będzie to z korzyścią i dla naszego organizmu, i dla środowiska.

Zasadniczo każde zachowanie powinno być środowiskowo odpowiedzialne.

Jakie jeszcze branże są szczególnie ważne z punktu widzenia zużycia energii?

Wszystkie powiązane z rolnictwem, na przykład produkcja nawozów sztucznych, czyli branża chemiczna. Tutaj zresztą widać, jak ważne są wykorzystane w gospodarce technologie. Do produkcji nawozów azotowych zużywamy bardzo dużo gazu ziemnego, z którego używamy metan. Ale tak naprawdę do tych reakcji chemicznych jest potrzebny wodór, który z kolei można bardzo łatwo uzyskać z energii słonecznej i go sobie magazynować. Udoskonalenie tych technologii natychmiast przełoży się na zmniejszenie emisji.

Kolejny obszar to zagospodarowanie przestrzenne. Wystarczy porównać koszty zrobienia kanalizacji, oczyszczalni ścieków czy jakichkolwiek inwestycji cywilizacyjnych, które podnoszą jakość życia w niemieckich czy czeskich miejscowościach o zwartej zabudowie, i te koszty na naszych wsiach – łańcuchówkach luźno budowanych wzdłuż drogi albo przy różnego rodzaju daczach, pojedynczych domach i gospodarstwach rozrzuconych po całym kraju.

Dalej: prawo dotyczące energii wiatrowej mówi, że nie można stawiać wiatraków w odległości mniejszej niż 10 ich wysokości od zabudowań. I okazuje się, że nie mamy w kraju miejsca, gdzie moglibyśmy te wiatraki postawić. To wynika wyłącznie z naszej gospodarki przestrzennej.

Elektrownie wiatrowe budzą kontrowersje, bo bardzo oddziałują na krajobraz…

Każde wytwarzanie energii wiąże się z tym, że będą jakieś negatywne skutki, dlatego najważniejsze jest ich niwelowanie. Budowanie niewiarygodnie wielkich farm energetycznych też jest niezrozumiałe, jeżeli mamy ogromne powierzchnie dachów budynków czy innych miejsc, gdzie możemy postawić ogniwa fotowoltaiczne. Wiele z tych działań, o których mówimy, jest zupełnie oczywistych, jeśli się na chwilę nad nimi zastanowić.

Czy energia rozproszona też należy do takich rozwiązań?

Nie chciałem zaczynać tego tematu, ale skoro pytanie padło… Zaczęliśmy od kwestii zagrożenia związanego z falą upałów. Rozproszony system energetyczny dużą część tego zagrożenia eliminuje. Jest to też system, w którym uzyskujemy znaczną część energii z energii słonecznej.

Wróćmy zatem do zagrożenia, jakie upały stanowią dla energetyki. Na czym ono polega?

Chodzi o wszystkie elementy systemu energetycznego. W tym wypadku mamy trzy niekorzystne czynniki, które się splatają. Po pierwsze, jesteśmy coraz bogatsi, mamy coraz więcej klimatyzatorów, co oznacza, że w tej chwili szczyt zapotrzebowania na energię w upale przekracza szczyty zimowe. Druga kwestia to słabość systemu przesyłu i straty energii, rosnące wraz z temperaturą. Jednak podstawowa sprawa dotyczy sposobu wytwarzania energii. Robimy to w elektrowniach cieplnych. I te maszyny cieplne są tym efektywniejsze, im większa jest różnica temperatur pomiędzy źródłem energii a chłodnicą. Gdy chłodnica robi się cieplejsza, to spada sprawność. Trzeci element to fakt, że znaczna liczba elektrowni w Polsce jest chłodzona wodą, której zasoby są niewielkie i wrażliwe na suszę. Jeśli zabraknie wody bądź będzie jej za mało, to elektrownia przestanie mieć możliwość wytwarzania energii. Poza tym, żeby mieć sprawniejsze wytwarzanie energii w pojedynczych blokach, budujemy te bloki coraz większe. W związku z tym awaria lub konieczność odłączenia któregokolwiek z nich oznacza większy stres dla całego systemu energetycznego. Te wszystkie zagrożenia się na siebie nakładają.

A jakie są zagrożenia upałami dla nas na co dzień?

Przede wszystkim umieralność, która gwałtownie rośnie wraz z czasem trwania fali upałów i temperaturą. Problem w tym, że jest to wielkość ukryta. Jeżeli ktoś umrze na mrozie, to wiadomo dlaczego umarł. Jednak jeżeli ktoś umrze z powodu zawału serca, udaru czy niewydolności oddechowej, to nie wiąże się tego wprost z upałem, a przecież prawdopodobieństwo wystąpienia tego zdarzenia zwiększa się wtedy gwałtownie. Nasze organizmy to też maszyny cieplne. Poddane nadmiernemu stresowi, ulegają awarii.

Jak wygląda walka ze zmianami klimatycznymi w różnych krajach? Czy jest tak, że gdzieś jest większa świadomość, czy inne kraje robią coś więcej?

Niestety, na całym świecie duża część działań to działania pozorne, nie mające realnego wpływu na zmniejszenie emisji. Jednym z wyjątków są kraje skandynawskie, gdzie bardzo poważnie traktuje się sprawę klimatu i uzależnienie od paliw kopalnych gwałtownie spada. Częściowo mogą one sobie na to pozwolić ze względu na elektrownie wodne, ale na przykład w Danii większość energii pozyskiwana jest z elektrowni wiatrowych. W połączeniu z norweskimi elektrowniami wodnymi daje to bardzo stabilny system. Francuzi i Szwedzi mają elektrownie atomowe…

Które też są dobrym rozwiązaniem?

Tak, bo nie emitują gazów cieplarnianych, chociaż to też są elektrownie cieplne, więc wciąź są zagrożenia związane z chłodzeniem. W Szwecji tych elektrowni nie jest dużo i są położone nad wielkimi chłodnymi jeziorami lub nad morzem. W polskich warunkach, gdzie są ograniczone zasoby wodne, to jest dużo poważniejszy problem. Warto wspomnieć, że istnieją technologie jądrowe nowej generacji, dzięki którym elektrownie nie będą produkować odpadów radioaktywnych.

Formalnie kwestiom energii poświęcony jest cel 7, jednak ten wątek pojawia się też w wielu innych celach, a my – rozmawiając o zmianach klimatu – też mówimy wyłącznie o energii.

Bo energia to podstawa naszej cywilizacji. I, niestety, piłujemy gałąź, na której siedzimy, marnując tę energię tylko dlatego, że z powodów politycznych i naszej nieumiejętności obliczenia prawdziwych kosztów, jakie za sobą pociąga jej wytworzenie, ona jest po prostu za tania.

Zanim zaczęliśmy naszą rozmowę, wspominał pan że Cele nie do końca przystają do rzeczywistości…

Tak, bo w tej chwili sytuacja jest taka, że, nawiązując do wspomnianej metafory, siedzimy na gałęzi, którą odpiłowaliśmy już w dwóch trzecich… Natomiast działamy tak, jak byśmy dopiero zaczynali ją piłować. To wszystko jest ubrane w takie ładne słowa, możliwe do przełknięcia i możliwe do wyobrażenia. Natomiast system klimatyczny i cały układ, w którym działamy, jest obdarzony pewną bezwładnością. Te działania, które podejmujemy teraz, przyniosą skutek za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. My w tej chwili płacimy za nasze działania w latach 70. i później. I nawet jeśli w tej chwili zaprzestalibyśmy emisji, to sytuacja klimatyczna i przyrodnicza będzie się jeszcze przez te kilkanaście czy kilkadziesiąt lat pogarszać. Tutaj naprawdę trzeba mieć dużą wyobraźnię i rozumieć procesy, które zachodzą dookoła nas. A my (myślę o ogóle społeczeństwa, nie o naukowcach) wciąż tych procesów nie zauważamy i nie rozumiemy.